5 kultowych kosmetyków, które musisz mieć!

31 lipca 2017 / / URODA / 2 komentarze

Istnieją takie kosmetyki, które śmiało można nazwać kultowymi. Bo ich trwałość, jakość czy skład to prawdziwa uczta dla ciała i zmysłów.

Z tymi zmysłami to może lekko przesadziłam, ale ładnie zabrzmiało, prawda? ;)  Postanowiłam dziś wybrać dla was takie kosmetyki, co do których nie mam żadnych wątpliwości i przekonać was, że warto mieć je w swojej kosmetyczce.

1. Podkład Double Wear

O tym podkładzie wiele dziewczyn wypowiada się jednym tchem: „Double Wear? Ależ on jest za ciężki!”. Zatem powiadam wam – nie jest, o ile wiece, jak go aplikować. To jest podkład, który żeby nałożyć prawidłowo, należy nakładać BARDZO OSZCZĘDNIE!

Gdy będziecie trzymały się tej zasady, ciężkość będzie się zgadzać ;) Dosłownie odrobinę wylewam na dłoń i aplikuję beauty blenderem. Raz w trakcie aplikacji, moje dziecko zawołało mnie w bardzo ważnej sprawie i do nakładania podkładu wróciłam po kilku minutach. Bardzo się zdziwiłam, że podkład na twarzy już zastygł i musiałam się trochę nagimnastykować, żeby resztę równomiernie rozprowadzić, więc od razu was informuję, że lepiej go nie aplikować na raty.

Double Wear ma niewiarygodną trwałość i trzyma się najdłużej ze wszystkich znanych mi podkładów – cały dzień lub całą noc. Używam go podczas sesji zdjęciowych, wieczornych bankietów, po prostu wtedy, gdy chcę wyglądać dobrze przez długie godziny.

Jednak przy demakijażu tego podkładu trzeba doliczyć dodatkowe minuty i dużo więcej płynu micelarnego ;) Wydaje mi się jednak, że nie jest to podkład dla dziewczyn z suchą skórą. Mój kolor to 2N1 Desert Beige.

Wersja Double Wear Light jest dużo lżejsza i nie trzeba się już tak przykładać przy aplikacji, dużo łatwiej się go rozprowadza na skórze.

Używam wersji Light na co dzień, aczkolwiek krycie nie jest już tak mocne jak zwykłego Double Wear, za to mój kolor Intensity 2.0 idealnie stapia się z kolorem mojej skóry.

Oba produkty z przyjemnością stosuję zamiennie: gdy potrzebuję mocnego, wielogodzinnego krycia wybieram Double Wear, gdy chcę średniego krycia, czegoś lżejszego na co dzień, wybieram Double Wear Light. Jakiego efektu potrzebujecie, zdecydujcie same, ale chociaż na jeden z nich warto się skusić! 

2. Błyszczyki Dior

Każda z nas doskonale wie, jak wyglądają słynne błyszczyki Dior Addict i jestem pewna, że każda chciałaby mieć choć jeden w swojej torebce!

Jest w nich coś tak magicznego, że w kółko mam ochotę nakładać na usta więcej i więcej!

Nie wysuszają, za to delikatnie powiększają usta i już nawet samo opakowanie wygląda elegancko. Miałam już w swoim życiu kilka tych błyszczyków, od fuksji do bezbarwnej opcji z lśniącymi drobinkami i wciąż mi mało. Chyba nie ma na rynku lepszych błyszczyków, które tak nawilżają i odżywiają usta, a może się mylę? ;)

 3. Wypiekany róż Bourjois

To jest absolutnie kultowy kosmetyk, który po prostu trzeba mieć. Mały, poręczny, w błyskawiczny sposób o poranku nadaje życia mojej twarzy ;)

Mogę eksperymentować z różami, ale i tak wracam do tego konkretnego, o numerze 54, Rose Frisson. Pięknie pachnie, z łatwością się aplikuje, nadaje policzkom naturalny, świeży wygląd i nie zawiera parabenów. W drogeriach Rossmann i Superpharm często dostępny jest w promocyjnej cenie, ok. 30 zł. Nie nakładam go mini-pędzelkiem dołączonym do zestawu, ale zwykłym pędzlem. Służy mi długimi miesiącami, bo to bardzo wydajny kosmetyk. Sprawdźcie kolorystykę, bo jest w czym wybierać!

4. Jedwab do włosów

Już zapomniałam, jak miękkie i jedwabiste mogą być włosy po użyciu jedwabiu, ale ostatnio zaczęłam używać na nowo i zakochałam się bezpowrotnie! Oczywiście, że do włosów używam odżywek, ale przecież to za mało. A moje włosy nie mają ze mną lekko – przez długie lata pracowałam w telewizji i były poważnie męczone: prostowane, kręcone, upinane i tak w kółko. Do tego od kilkunastu lat poddaje je koloryzacji, więc muszę im jakoś pomóc.

Kiedyś jedwab dostępny był jedynie w oleistej formie, co bardzo mnie irytowało, bo nierównomiernie rozprowadzałam na włosach, a te się sklejały. Teraz jedwab produkowany jest w formie mgiełki, dlatego nie obciąża włosów, wygładza je i sprawia, że są super proste i niewiarygodnie łatwo się rozczesują.

Mój produkt ze zdjęcia, Balmain, lekko nabłyszcza włosy, a oprócz protein jedwabiu, zawiera również olejek arganowy. Oczywiście stosuję tylko na włosy, nie na skórę głowy.

Jedwab regeneruje i nawilża, chroni przed wysoką temperaturą, np. przy suszeniu czy prostowaniu, więc dokładnie tego potrzebowałam.

Aplikacja jest prosta i szybka – po umyciu kilka psiknięć i już mogę rozczesać z łatwością włosy, więc tym bardziej używam z przyjemnością. Jedwab do długich i półdługich włosów to obowiązkowa pozycja na półce w łazience!

5. Puder sypki Banana Wibo

Nie zwróciłabym na niego uwagi, gdyby nie sprzedawczyni w Rossmannie, którą zapytałam o najlepiej sprzedające się kosmetyki kolorowe i bez wahania wymieniła w pierwszej kolejności ten puder.

Wrzuciłam do koszyka bez zastanowienia, bo kosztuje dosłownie kilkanaście złotych. I co się okazało? Że to świetny kosmetyk!

Ale umówmy się – nie używam tony pudru, bo nie mam takiej potrzeby, używam go oszczędnie i przy moich skromnych potrzebach spisuje się doskonale. Po nałożeniu podkładu, przyprószam lekko twarz, a za 3 godziny i tak błyszczy się moje czoło i okolice nosa, więc sięgam po sprawdzone od wielu lat bibułki matujące Inglota (najlepsza cena do jakości). Przy innych, sypkich pudrach bywa z moją cerą dokładnie tak samo, więc postanowiłam, że nie będę przepłacać.

Puder ma żółty kolor, ale na twarzy tego koloru absolutnie nie widać. Pachnie iście bananowo!

Wiem jednak, że nie będzie to wydajny kosmetyk, bo opakowanie nie ma funkcji twist-on i off, co oznacza, że po odklejeniu folii ochronnej, puder się po prostu wysypuje w nadmiarze. Od razu ostrzegam, że nie dostaniecie go w każdym Rossmannie, bo wyprzedaje się w błyskawicznym tempie.


  • Kasia

    Cóż, ruszam w takim razie do Rossmanna w poszukiwaniu pudru;)

    • Życzę szczęścia, bo to może okazać się trudne, ale potem już będziesz zadowolona ;)