Bądźmy dla siebie dobrzy!

19 czerwca 2019 / / LIFE / Brak komentarzy

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się, dokąd zmierza ten świat.. Przeraża mnie zarówno hejt w sieci, jak i ludzie wyrządzający krzywdę innym.

Słyszę, jak nastolatek zaatakował w szkole inne dzieci, jak ksiądz w kościele został ugodzony nożem, jak ktoś skatował psa. A do tego przelewający się się hejt w internecie.

Smutne to. Człowiek przestaje wierzyć w człowieka. Każdy się od siebie odwraca. A przecież to my tworzymy ten świat..

Zaczęłam rozmyślać nad własnymi dobrymi (i złymi) uczynkami i trochę siebie rozliczać. Jak każdy człowiek, mam nad czym pracować, ale wypracowałam kilka takich zachowań, które sprawiają, że sama czuję się lepiej, gdy zrobię coś dobrego dla innych. Na przykład zdarza mi się podwieźć samochodem sąsiada, niepełnosprawnego, starszą babcię czy dziadka, kiedy widzę, że z trudem poruszają się. Przecież jadę w tym samym kierunku, więc mogę w ten sposób pomóc.

Gdy widzę, że starsza osoba przede mną w sklepie przy kasie ma problem ze znalezieniem kilku złotych albo musi odmówić sobie jakiegoś produktu, bo jej po prostu nie stać, płacę za to. Te kilka złotych dla mnie to nic wielkiego, a dla starszej osoby na rencie czy skromnej emeryturze – tak.

Zawsze oddaję ubranka po Marcelu młodszemu kuzynowi, szkoda wyrzucić, bo czasem to prawie nowe rzeczy, a dzieci tak szybko rosną.

Dostaję sporo kosmetyków do testowania, nie zawsze jestem w stanie wszystko zużyć, czasem są to kosmetyki skierowane do innych potrzeb skóry niż moja, czasem kilkanaście pomadek w jednej przesyłce – nie zużyję wszystkich jednocześnie, ich termin przydatności nie jest wieczny, a ktoś może bardzo ucieszyć się z takiego drobiazgu.

Zawsze przytrzymuję drzwi innym osobom, a w szczególności mamom z wózkiem, bo wiem jak bywa to kłopotliwe,  otworzyć drzwi i wjechać/wyjechać wózkiem dziecięcym.

Stojąc w korku wpuszczam samochody z drogi podporządkowanej. Niby nic, ale jeżdżąc po Warszawie, bywa z tym naprawdę różnie.

No i na koniec: nie hejtuję. Jeśli nie podoba mi się jakiś film na YouTube, nie daję kciuka w dół, nie zostawiam negatywnego komentarza, po prostu przewracam oczami i idę dalej.

I nie mam tu na myśli kanałów, gdzie hejt jest tematem przewodnim, bo takie kanały omijam szerokim łukiem, a po prostu kolejną recenzję cud – kosmetyku czy inny szałowy challenge. Wiem, że nagranie i zmontowanie filmu to często spory wysiłek, więc nie chcę zniechęcać twórcy kanału, idę dalej i nie wypowiadam się negatywnie.

Proszę, nie zrozumcie mnie źle: nie mam na celu chwalenia się, że jestem taka wspaniałomyślna, bo nie jestem. Chodzi o to, że te moje drobne zachowania może zainspirują i Was do takich niewielkich uczynków.

Nie musicie od razu oddawać wszystkich ubrań z szafy, ale może czasem np. kupicie za dużo truskawek i podrzucicie sąsiadce – emerytce, która mieszka w waszej klatce, pomożecie wnieść zakupy, ustąpicie miejsca w autobusie. Siedzimy ciągle z nosem w tych smartfonach (ja niestety też), czasem jednak warto oderwać się od ekranu i zobaczyć co dzieje się wokół i pomóc.