Kobieta przed czterdziestką, czyli świat się jeszcze nie kończy!

6 sierpnia 2018 / / LIFE / 11 komentarzy

Kobieta przed czterdziestką. Jeszcze nie dojrzała, ale już nie młoda. Niby wie czego chce od życia, ale boi się, że najlepsze już za nią. Kocha życie, ale czuje że coś się skończy za chwilę.

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie moja obserwatorka na Instagramie, @lovereadingandwatching, która na moje pytanie, czy spodziewaliście, że mam 38 lat, trafnie mnie opisała:

„A jak tak myślałam. I to nie chodzi o wygląd, ale o ten dystans do siebie, świata i tego co „trzeba”, poczucie humoru, podejście do mody, urody, kosmetyków itp. Takie podejście mają kobiety spełnione, które nie muszą nikomu niczego udowadniać. I niestety rzadko się zdarza przed 30-stką, stąd obstawiałam bliżej 40 niż 30”.

I miała rację.
Nie, nie wyglądam na 38 lat i tak się nie czuję, a moje różowe włosy wcale nie miały za zadanie mnie odmłodzić ;) Kiedy myślisz o kobiecie w wieku 38 lat, do głowy przychodzi ci szefowa jakiejś korporacji, koniecznie w garsonce, bądź pani z trwałą ondulacją, lekką nadwagą, siedząca przy pączku, kawusi i ptysiach, plotkująca z koleżanką w pracy. Źle myślisz. Może kiedyś tak było. Czasy się zmieniły.

Teraz data w kalendarzu nic nie znaczy. Dziś kobiety po czterdziestce z powodzeniem rodzą dzieci, choć ciężej jest im dojść do siebie, figury i samopoczucia sprzed ciąży, niż gdy rodziły pierwsze dziecko przed trzydziestką.

Ale da się. Biegają w maratonach, zwiedzają świat, odkrywają nowe pasje. Wiem, bo to moje koleżanki, których zdjęcia widzę na Facebooku czy Instagramie.
Jakiś czas temu popełniłam tekst o tym, że kobieta trzydziestoletnia to zmiana na lepsze. Wcale nie stracił on na wartości, ale kobieta przed 40-stką to jeszcze lepsza opcja.

Bo to jest taki moment w życiu, w którym znasz doskonale swoją wartość i coś już osiągnęłaś, czasem nawet sporo.

Często urodziłaś dziecko (dzieci) i zdążyłaś nieco odchować, a jeśli czegoś ci jeszcze brakuje, to nie wypruwasz sobie żył, bo doceniasz to co masz: zdrowie, fajną pracę, męża, dzieci, przyjaciółkę, psa czy kota – teraz tylko to tak naprawdę się liczy.
Przed trzydziestką wahałam się, czy pójść w jakość czy w ilość. I chodzi mi tu zarówno o znajomości, jak i o ubrania czy kosmetyki. Teraz stawiam tylko na jakość. Ale do tego trzeba dojrzeć, im szybciej tym lepiej.
Jako kobieta przed czterdziestką znam swoją wartość. Lubię swoje towarzystwo. Nie przeszkadza mi samotne wyjście gdziekolwiek. Chociaż w sumie nigdy z tym nie miałam większego problemu.

Nie potrzebuję kolejnej markowej torebki, żeby udowodnić sobie, że mnie na nią stać, żeby połechtać swoje ego, żeby koleżanki z zazdrością patrzyły na mój nowy nabytek. Przechodzę obok Louis Vuitton i już nie mdleję. Po prostu.

Zanim się nie obejrzysz, będziesz w moim wieku. Nie bój się, bo to będzie naprawdę dobry czas. Serio. Zobacz na mój uśmiech – jest szczery i prawdziwy, no może też trochę zrelaksowany, bo wakacje ;) Jestem spokojna i wcale nie martwi mnie upływający czas. Ciebie też nie powinien.

Życie nie kończy się po przekroczeniu 30., 40. czy 50. roku życia. Żadna z tych liczb nie jest magiczna i nic nie znaczy…

Hmm…, a może jednak coś jest na rzeczy??
Z dzisiejszego poranka ;)
Otwieram oczy po 9-ej, bo na wakacjach wolno więcej. Ziewam, przeciągam się powoli, idę do łazienki umyć zęby soniczną szczoteczką, który kupił mi w prezencie pan małżonek, bo w tym wieku prezenty praktyczne cieszą bardziej niż voucher – niespodzianka na skok ze spadochronem.

Patrzę w lusterko i co ja widzę? Co ja widzę? Kolejną zmarszczkę. Niee, nie, to niemożliwe, po prostu spałam na tym policzku, poduszka się odcisnęła i tyle. Suzy, weź nie rób scen. Wracam po 20 minutach. Dalej jest. Jasny gwint. A jednak!

Może czas na botoks, jakiś wypełniacz, mezoterapię igłową, cokolwiek? Przecież wszyscy to robią, ale mało kto o tym mówi.

Nie, na razie umówię się jedynie do kosmetyczki na zwykły zabieg, pomasuje, rozmasuje, wygładzi, doda otuchy. Z ostrzykiwaniem jeszcze zdążę!
Wracam po 45 minutach do lustra. Zniknęła! Acha, tylko kiedyś takie odciśnięcie poduszki to było maks 5 minut, teraz potrzebuję trzech kwadransów ;) Nie chcę teraz myśleć, co będzie dalej, bo na razie tak jest mi dobrze.


  • Krystyna

    Dalej będzie tak samo i tylko trochę więcej zmarszczek. Nie to jednak będzie najważniejsze. Kobieta szczęśliwa i spełniona nie przejmuje się upływem czasu. Pozdrawiam Cię serdecznie Suzy.

    • Dziękuję Pani Krystyno za ten komentarz, cała prawda.

      • Bogusia

        Witam. Ja już „dobiegam ” 60-dziesiątki. I Wiecie co? Bezapelacyjnie
        stwierdzam, że dopiero teraz mogę czuć się pięknie i młodo. Nareszcie
        mama czas dla siebie. Na fryzjera, kosmetyczkę, zakup nowej sukienki,
        bluzki, dobrych perfum, butów. Nic nie muszę. Nareszcie MOGĘ. I
        korzystam z tej przerwy na życie pełną piersią. Mówię Wam żyć nie
        umierać.Suzi całuję Cię moja śliczna w oba policzki Bogusia

        • Bogusia, ściskam Cię serdecznie, dziękuję że zaglądasz na mojego bloga. Kobiecość w każdym wieku! ❤

  • To ja kobieta po czterdziestce :-) Żałuję, że wcześniej nie miałam takiej pewności siebie i pozwalałam, żeby zżerały mnie kompleksy.

    • I dlatego „popełniłam” ten wpis na blogu – żeby młodsze dziewczyny/kobiety bardziej uwierzyły w siebie, w swoje możliwości.

  • A ja zaprawdę powiadam Ci, piękna Suzy, iż medycyna estetyczna to nie tylko przereklamowany botoks, czy wypełniacze, ale o wiele więcej dające spektakularne efekty za pomocą peelingu PRX, zabieg z bursztynianem sodu, czy Sunekos. Bez paraliżu mięśni, bez dyskomfortu, a skóra zyskuje to, na czym nam zależy, elastyczność tę sprzed 10 laty :)

    Buziaki, Madziuniu! <3

  • Basia Krauszowska

    Ja juz weszlam w piekny okres 40+ !!!! To bedzie super nowy okres zycia :) buziaczki :)

  • Justyna Aneta Rutkowska

    Świetny wywiad, bardzo przyjemnie mi się go czytało ;-)

    http://sukienkiinietylko.pl