Moja przygoda z Call TV. Kulisy powstawania programów na żywo

20 września 2015 / / PRACA / 8 komentarzy

Tak patrzę na panią i jestem pewna, że się znamy. Musia­ły­śmy się gdzieś spo­tkać. Taka zna­joma twarz. Czy pani przy­pad­kiem nie pra­co­wała w tele­wi­zji?

– Tak, tak, pra­co­wałam. Może koja­rzy mnie pani ze sta­cji axn, pro­wa­dzi­łam tam przez ponad 4 lata pro­gram o gwiazdach, a to popu­larny kanał wśród kobiet.
– Nie, raczej nie.
– To może z „Barw szczę­ścia”? Gram tam pie­lę­gniarkę, mały epi­zod, ale poja­wiam się od jakie­goś czasu.
– Też nie.
– To może z reklam?
– Nie. Kiedy widzę reklamy, prze­łą­czam na inny kanał, więc nie.
– To może z 4fun.tv? Taka muzyczna sta­cja, prze­pro­wa­dza­łam tam kiedyś wywiady z pol­skimi gwiaz­dami.
– Nie, to córka może ogląda, ja na pewno nie.
– To może koja­rzy mnie pani z noc­nych telegier, gdzie do wygra­nia były pie­nią­dze?
– TAK! No wła­śnie stąd panią koja­rzę! Oczywiście! Z noc­nych pro­gra­mów! Prze­cież tyle razy u pani gra­łam, ale ni­gdy nie wygrałam.
– Ech, no wła­śnie.

Nie­ważne, gdzie bym nie wystę­po­wała, co zro­biła, gdzie nie zagrała i tak wszy­scy koja­rzą mnie z pro­gra­mów Call TV. Więc posta­no­wi­łam powró­cić na chwilę do prze­szło­ści i opi­sać Wam moje doświad­cze­nia zwią­zane z pro­wa­dze­niem pro­gra­mów na żywo.

Jak dosta­łam się do Call TV?

Nie uwie­rzy­cie. Któ­re­goś dnia przy­pad­kiem zaczę­łam oglą­dać jeden z pro­gra­mów Call TV. Wtedy w tele­wi­zji było ich naprawdę sporo. Pomy­śla­łam, że to nic trud­nego, więc wyłą­czy­łam głos i zaczę­łam opo­wia­dać o zagadce, jak pre­zen­terka z ekranu. Kolej­nego dnia znów spró­bo­wa­łam. Ponie­waż szło mi cał­kiem nie­źle, po tygo­dniu posta­no­wi­łam napi­sać do sta­cji tvn z pro­po­zy­cją zatrud­nie­nia mojej skrom­nej osoby. Ale był to bar­dzo szczery list, nad któ­rym mocno pła­ka­łam. Mia­łam wtedy zła­mane serce i marzy­łam o tym, by jak naj­szyb­ciej wyje­chać z rodzin­nego Szcze­cina.

Jakie było moje zdzi­wie­nie, kiedy po dwóch tygo­dniach zosta­łam zapro­szona na casting do Kra­kowa. Jecha­łam przez całą Pol­skę z duszą na ramie­niu przy­go­to­wu­jąc się na wiele sce­na­riu­szy.

Na szczę­ście pod­czas castingu tra­fi­łam na faj­nych i przyjaznych ludzi, więc jakoś prze­brnę­łam. Po tygo­dniu od powrotu z Kra­kowa, zadzwo­nił tele­fon z pro­po­zy­cją współ­pracy, ale musia­ła­bym prze­pro­wa­dzić się do… Buda­pesztu. Zapy­ta­łam tylko, za ile dni mogę przy­je­chać i tak zaczęła się moja przy­goda z tele­wi­zją i jedna z naj­lep­szych spon­ta­nicz­nych decy­zji w moim życiu.

call-tv-gry

Call TV – praca marzeń (?)

Czy pracę, gdzie przez godzinę lub dwie mówi się w kółko i bez prze­rwy, żeby zadzwo­nić, bo to ostat­nia szansa, że 1000 zł do wygra­nia, że nie znam roz­wią­za­nia zagadki, ale ty na pewno znasz, że chęt­nie zadzwo­niłabym do cie­bie, ale nie znam numeru, można nazwać pracą marzeń? Nie­ko­niecz­nie. Ale muszę przy­znać, że cza­sem bywało naprawdę ekscytująco, bo mimo wszystko to jed­nak praca w tele­wi­zji, na żywo, na kilka kame­r, w pro­fe­sjo­nal­nym stu­diu i ze szta­bem ludzi pra­cu­ją­cych na naj­wyż­szych obro­tach. A jeśli tylko reży­ser odcinka miał dobry humor, to na ekra­nie działy się rze­czy naprawdę bar­dzo zabawne (we wszyst­kich pro­gramach mia­łam w uchu słu­chawkę i podpo­wie­dzi od reży­sera).

Pod­czas pro­gramów na żywo tań­czy­łam, śpie­wa­łam, wygłu­pia­łam się, leża­łam na podło­dze, zapra­sza­łam drugą pro­wa­dzącą do stu­dia, żeby COŚ jeszcze się zadziało, ale pamię­tam, że był też pro­gram, w któ­rym popła­ka­łam się w stu­diu i nie były to łzy wzru­sze­nia.

Słowem – mnóstwo emocji… Ponie­waż wszyst­kie pro­gramy Call TV były na żywo, wie­lo­krot­nie z kole­żan­kami lądo­wa­ły­śmy w Łapu Capu. Moja naj­słyn­niej­sza wpadka? Gdy zadzwo­nił do mnie tele­widz, a ja popro­si­łam o roz­wią­za­nie (w kuchni na literę „k”) i zamiast odpo­wie­dzi usły­sza­łam szept: „pokaż du. ę”, ale to pikuś w porów­na­niu z tym, co zazwy­czaj sły­szały inne pre­zen­terki (naj­czę­ściej epi­tety doty­czące ich czę­ści ciała i to kilkanaście podczas jednego programu!) Bywało też, że padały tak absur­dalne odpo­wie­dzi, że trudno było powstrzy­mać się ze śmie­chu i nie­które pre­zen­terki musiały pro­sić o full screen (przez kilka sekund zagadka na całym ekra­nie, nie było wtedy widać i sły­chać pro­wa­dzą­cej).

Czy ktoś wygrywa w tych telegrach?

Głów­nym i jedy­nym wygra­nym był węgier­ski pro­du­cent pro­gra­mów inte­rak­tyw­nych, a ponie­waż w Buda­pesz­cie były nagry­wane pro­gramy Call TV na cały świat (obie Ame­ryki, Azję, Afrykę, całą Europę), można śmiało stwier­dzić, że był to wtedy nie­kwe­stio­no­wany król telegier.

Call TV jest jak w lotto, gdzie miliony kupują kupony, ale praw­dziwe miliony wygrywa tylko jeden gracz.

I tak było z Call TV. Przez cały pro­gram dzwo­niły tysiące osób, ale na otwar­tą/wolną linię tra­fiała garstka, a cza­sem tylko jedna osoba, która na koniec pro­gramu poda­wała błędną odpo­wiedź. Oczywiście zda­rzały się też osoby, które wygry­wały naprawdę sporo. Pamię­tam, że w jed­nym z pro­gra­mów przed świę­tami Bożego Naro­dze­nia pewien uczest­nik wygrał 8 tysięcy zło­tych i chyba cie­szy­łam się rów­nie mocno jak on.

call-tv-

A po pracy?

Oj działo się, działo! Pra­co­wa­li­śmy jedy­nie godzinę – dwie dzien­nie, więc resztę czasu mogli­śmy sza­leć i sza­le­li­śmy, szczególnie, że Polak i Węgier to dwa bratanki ;) Poza tym bar­dzo o nas tam dbano. Każdy miał wła­sne, wyna­jęte i opła­cone przez firmę miesz­ka­nie, kie­rowcę, który dowo­ził nas na pro­gramy, bony na jedze­nie w restau­ra­cjach, opła­cone prze­loty do Pol­ski i regu­larne pen­sje, więc nie można się dzi­wić, że nie­które z dziew­czyn przy tego typu pro­gramach pra­co­wały pięć lat albo i dłu­żej.

Czy to kobieta czy Bar­bie?

Zapewniam Was, że make-up nakła­dany pre­zen­ter­kom przed pro­gramem miał z pół cen­ty­me­tra gru­bo­ści. Tak moc­nych maki­jaży, jak za cza­sów Call TV już ni­gdy wię­cej nie mia­łam, ale wyni­kało to z dużych zbli­żeń na naszą twarz. Cza­sem musia­ły­śmy „grać ciszą”, a wtedy na pierw­szym pla­nie były nasze wiel­kie, wyma­lo­wane oczy ;) Dokładny demaki­jaż po pro­gramie trwał ponad kwa­drans. Podob­nie ze stro­jami. Wpraw­dzie dziew­czyny z poran­nych pro­gra­mów miały grzeczne sty­li­za­cje, ale dziew­czyny z Noc­nych Igra­szek (czyli mię­dzy innymi ja), wyglą­dały pod­czas pro­gra­mów dość wyzy­wa­jąco, choć przy rumuń­skich, ukra­iń­skich i rosyj­skich pre­zen­terkach i tak pre­zen­to­wa­ły­śmy się bar­dzo skrom­nie!

call-tv-interactive

2,5 roku pracy w Call TV to była tak naprawdę niezła zabawa. I choć w kółko, w każ­dym pro­gramie mówi­łam to samo (zadzwoń do mnie, jeśli znasz roz­wią­za­nie, wygraj 1000 zł, cze­kam na twój tele­fon), to teraz bar­dzo ciepło wspo­mi­nam ten czas: mia­łam czas na tenis, wind­sur­fing nad Balatonem, naukę węgier­skiego, podróże po Euro­pie, a doświad­cze­nie zebrane przy pro­gramach na żywo zapro­cen­to­wało przy kolej­nych pro­jek­tach tele­wi­zyj­nych. W końcu 700 programów na żywo, w tym także po niemiecku to niezły wynik. A kilka innych pikantnych szczegółów z życia prezenterek call tv znajdziecie na vlogu Klaudii Klary.


  • Karina Iłowiecka

    Super przygoda opisalas swojego zycia i to prawda dla odwaznych swiat nalezy

    • Jedna z najlepszych decyzji w moim życiu, naprawdę ;)

  • Katie

    Matko; dopiero teraz uświadomiłam sobie, że ten tekst pokaż d… To byłaś Ty! :D

  • wow, super wpis.
    na pewno jest to ciekawe doświadczenie życiowe ;)

    http://casuallydressed.com/

  • ola

    Suzy,przyznam,że nie kojarzyłam Cię,gdy pisałaś o byciu wieloletnią prezenterką telewizyjną. Wpisałam kiedyś Twoje nazwisko w youtube,ale wyskoczyły mi w zasadzie same programy typu call tv,niestety jako pierwsze nie te dzienne,normalne,ale nocne,dość wyzywające,nacechowane erotycznie. Zastanawiałam się później,jak podchodzisz do tej pracy. Piszesz dziś o tym,jak o fajnej przygodzie,w zabawny sposób,ale czy nie obawiasz się,że takie „nocne” filmiki z mamą w roli głównej może np. w przyszłości znaleźć w sieci Twoje dziecko?

    • Kiedy prowadziłam te programy, a było to 7 – 8 lat temu, nie zastanawiałam się nad tym, czy moje dziecko będzie szukać w YT swojej mamy, bo wtedy nawet nie miałam w planach założenia rodziny. Nie żałuję pracy w call tv, bo w tamtym czasie przeżyłam mnóstwo wspaniałych chwil, o których mogę teraz powspominać. Ale rzeczywiście, najwięcej moich dokonań w internecie to czasy call tv.