Za kulisami serialu „Na Wspólnej”

23 lipca 2015 / / PRACA / Brak komentarzy

Byłam już pie­lę­gniarką, dziew­czyną z kabrio­letu, gwiazdą castingu, recepcjonistką, ale nie miałam jeszcze oka­zji zostać panią wete­ry­narz. I wła­śnie w taką rolę wcieliłam się w serialu „Na Wspól­nej”. Wpraw­dzie tylko w dwóch odcin­kach, ale ile frajdy!

O mały włos spóź­ni­ła­bym się na plan, a to grzech ciężki. Na pla­nie pra­cuje sztab ludzi, wszystko musi cho­dzić jak w szwajcarskim zegarku, sceny są roz­pi­sane w cza­sie i nie ma opcji zaspa­nia, kor­ków czy innych wymó­wek. Być może GWIAZDY mają do tego prawo, ale nie przy­szła pani wete­ry­narz. Moja scena roz­po­czy­nała się w godzi­nach mocno poran­nych, oczy­wi­ście na dru­gim końcu War­szawy, więc pobudka o 4:50 była dla mnie nie lada wyzwa­niem. Nie­stety, wsia­da­jąc w biegu do samo­chodu nie wpi­sa­łam w nawi­ga­cję peł­nego adresu, jedy­nie ulicę, dla­tego na dro­dze szyb­kiego ruchu zamiast skrę­cić w lewo, skrę­ci­łam w prawo. I tak jecha­łam dobre kil­ka­na­ście minut licząc, że natrafię na jakikolwiek numer posesji i że może jed­nak to dobry kie­ru­nek. Jed­nak nie. Musia­łam zawró­cić i pędzić w drugą stronę, dosyć mocno nagi­na­jąc prze­pisy dro­gowe. W końcu, gdy dotar­łam pod wła­ściwy numer i wyskoczyłam z auta, na serio zaczęłam się dener­wo­wać i w popło­chu prze­szu­ki­wać tele­fon.

Czyż­bym się pomy­liła? Wpraw­dzie to punkt wete­ry­na­ryjny, ale nikogo tu nie ma! Data i miej­sce w SMSie się zgadzają. Szar­pa­nie za klamkę na nie­wiele się zdaje. Co teraz??

I w tym momen­cie, niczym boha­ter z filmu akcji, wyła­nia się kie­row­nik planu i ze sto­ic­kim spo­ko­jem oznaj­mia, że wszy­scy są 150 metrów dalej. Wycią­gam szyję – uff, rze­czy­wi­ście, jak mogłam ich przeoczyć? Robię się czerwona, mamroczę coś pod nosem, ale przynajmniej jest nadzieja, że zagram.

Suzynowicz7Bie­gnę co sił, z wra­że­nia dostaję lek­kiej zadyszki, jakiej nie mie­wam nawet na 8 kilo­me­trze codzien­nego bie­ga­nia, wpa­dam do auto­busu, kła­niam się nisko i od razu wska­kuję na fotel do malo­wa­nia. Fotka – cyk, cyk – sel­fie na pamiątkę musi być i zaczy­namy proces poprawiania urody.

Wtem w­cho­dzi ona, aktorka – Ania Cie­ślak, z którą zagram scenę w gabi­ne­cie wete­ry­na­ryj­nym. Witam się, uśmie­cham miło (ona rów­nież) i patrzę, patrzę, przyglądam się i nie dowie­rzam, że… tak świetnie można wyglą­dać bez maki­jażu!

Jedną ręką pod sto­łem googluję i spraw­dzam, ile ma lat. Co?? Jest w moim wieku? O mały włos telefon z ręki mi nie wypada! Jaka natura jest nie­spra­wie­dliwa.

Szczę­ściara, zero zmarsz­czek i jesz­cze jak chce, to potrafi zmarsz­czyć czoło, więc pew­nie gabi­nety medy­cyny este­tycz­nej omija sze­ro­kim łukiem, ech!

Ania pro­po­nuje „prze­ga­dać” scenę. Jest to o tyle ważne (przede wszystkim dla mnie), że wcho­dząc na plan nie doj­dzie do żad­nej więk­szej pomyłki, bo każdy zna swoje kwe­stie i nie będziemy niepotrzebnie tracić czasu. A nauka i powta­rza­nie sceny z mężem w domu to jed­nak nie to samo. Na planie czasem czuję pewnego rodzaju stres, by np. chodząc w trakcie ujęcia, stanąć dokładnie na krzyżyku, który został na próbie postawiony specjalnie dla mnie, a na którego spojrzeć mi nie wolno, bo kamera na pewno to wychwyci.

Suzynowicz5

Oka­zuje się, że oprócz wieku łączą nas z Anią miej­sce uro­dze­nia (Szcze­cin) i nadzwyczaj pogodne usposobienie. Widać i czuć, że aktorka ma świetny kon­takt z całą ekipą. Scenę nagry­wamy w bły­ska­wicz­nym tem­pie, bo wszystko mamy opa­no­wane i już sły­chać słynne i wycze­ki­wane przez wszyst­kich hasło: „Dzię­kuję, po sce­nie”.

Kilka dni póź­niej nagry­wamy kolejny odci­nek. Tym razem sprawa chyba będzie nieco bar­dziej skom­pli­ko­wana, bo do zagra­nia mam scenę z psem nale­żą­cym do głów­nych boha­te­rów.

Jak ja sobie z nim pora­dzę? Prze­cież mnie nie słu­cha nawet mój wła­sny, 3,5-kilo­gra­mowy mal­tań­czyk, o dziecku nie wspo­mi­na­jąc, a co dopiero wil­czur, któ­rego widzę pierw­szy raz na oczy!

Cóż za zdziwienie, kiedy na planie okazuje się, że pies gra chyba lepiej ode mnie… Mam okazję poznać prawie całą rodzinę Bergów. Wszyscy się lubią i doskonale czują w swoim towarzystwie, więc takiej pracy można im tylko pozazdrościć. Cała scena zostaje nakręcona w 45 minut, łącz­nie z prze­sta­wia­niem kamer do bliż­szych pla­nów.

Suzynowicz2

Serial „Na Wspólnej” to praw­dziwe przed­się­bior­stwo, które działa nadzwyczaj sprawnie. Żałuję, że mój epizod był tak krótki, bo świet­nie się bawi­łam. A już dosłow­nie za kilka dni odcinki (2109, 2110) z moim udzia­łem w serialu „Na Wspól­nej” o 20.10 na kanale tvn! Oby tylko mnie nie wycięli!