Pokazuje: 11 - 14 of 14 WYNIKÓW

Flamboyage – efekty po roku koloryzacji

Już od ponad roku z bardzo dobrym skutkiem far­buję włosy metodą flam­boy­age. Na wło­sach mia­łam mnó­stwo odcieni blond, ale włosy far­bo­wane wła­śnie tą kon­kretną metodą wyglą­dają naj­bar­dziej natu­ral­nie, jak to tylko w przy­padku wło­sów far­bo­wa­nych się da. Flam­boy­age to pod­kre­śle­nie natu­ral­nego koloru wło­sów poprzez nało­że­nie reflek­sów na całej dłu­go­ści wło­sów. Do tego zabiegu wyko­rzy­stuje się spe­cjalne …

Nogi na plan!

Halo, ale że jak? Moje nogi w roli głów­nej? Ale ja nie posia­dam ide­al­nych nóg! Nic nie szko­dzi? Zro­bi­cie tak, żeby będą ide­alne? OK, wcho­dzę w to! Zanim doszło do nakrę­ce­nia reklamy z moimi nogami w rolach głównych, zapro­szono mnie do salonu piękności, by upięk­szyć wszystko od kolan w dół :) Jeśli łydki i stopy grają pierw­sze skrzypce, muszą …

Znany drwal, gromadka dzieci i mama do wymiany

– No to jak, decy­duje się Pani? – Taak, oczy­wi­ście, dzię­kuję, do zoba­cze­nia w pią­tek rano! Jasna cho­lera, czy opie­kunka będzie mogła zająć się w tym cza­sie małym Mar­ce­lem? Dzwo­nię z duszą na ramie­niu, w końcu może mieć już inne plany. W prze­ciw­nym wypadku muszę popro­sić teściową… Uff, na szczę­ście opie­kunka znajdzie dla nas czas, OK, co muszę jesz­cze ogar­nąć? …

O tym, jak zostałam panią z działu rybnego…

 – Pani Magdo, została pani wybrana ze zdjęć do epi­zodu w rekla­mie, scena przy owo­cach i warzy­wach, tak na 90% klient jest zde­cy­do­wany, będę infor­mo­wać panią na bie­żąco, pro­szę wstęp­nie zare­zer­wo­wać sobie czas z czwartku na pią­tek. Zdję­cia nocne.

Acha, tak, tak, jasne, oczy­wi­ście! Ile razy to już odbie­ra­łam tele­fon i sły­sza­łam podobne zapew­nie­nia, że się spodo­ba­łam, że ide­al­nie pasuję do roli, że jesz­cze oddzwo­nią z potwier­dze­niem. Szcze­rze? – SETKI RAZY.

Bo zawsze znaj­dzie się ta ład­niej­sza, zgrab­niej­sza, z lep­szym bły­skiem w oku, cie­kaw­szą apa­ry­cją i Bóg jeden raczy wie­dzieć z czym jesz­cze.

Ale kiedy na drugi dzień agentka powtór­nie zadzwo­niła z potwier­dze­niem wyboru i zapro­sze­niem na pod­pi­sa­nie umowy, zaczę­łam pod­ska­ki­wać z rado­ści, a mój pies Łaj­tek razem ze mną, choć chyba nie wie­dział dla­czego.

Plan nocny. Kłaść się w ogóle spać, jeśli mam wstać o 2:40? Pró­buję zasnąć, w końcu kiedy mi się udaje, budzi mnie swoim prze­raź­li­wym pła­czem mój 1,5-roczny synek. Patrzę na tatu­sia, a on tylko prze­kręca się na drugi bok, więc gło­śno wzdy­cham i nie pozo­staje mi nic innego jak sama poczła­pać do pokoju synka. Ten pła­cze, jakby go ktoś ze skóry obdzie­rał, ale widzę, że jed­nak nikt nie obdziera, więc nucę stan­dar­dowy zestaw koły­sa­nek i po chwili zasy­pia. Wra­cam do łóżka, już pra­wie zasy­piam, by po chwili usły­szeć budzik. No nic, trzeba wsta­wać. Chcia­łam, to mam, nie narze­kam.

Jadę na plan z kub­kiem gorą­cej her­baty. Witam się grzecz­nie, sły­szę że poprzed­nie uję­cia tro­chę się prze­dłu­żyły, więc to jesz­cze potrwa. Czę­stuję się przy­go­to­wa­nymi sma­ko­ły­kami i cze­kam. Bo cze­ka­nie to też część pracy na pla­nie. Od 3.30 do 6.30 nie dzieję się zbyt wiele, za wyjąt­kiem szyb­kiej przy­miarki ubrań (a mogłam jesz­cze pospać). Wresz­cie o 6.30 jestem malo­wana, a o 7.30 w goto­wo­ści cze­kam na moją scenę. Jed­nak przede mną scena kolegi, ma zagrać szefa działu RYBY. Ale mu ten szczu­pak pasuje – śmieję się w duchu. Facet z ryb­nego jak nic! No z tą brodą to pra­wie jak drwal i rybak jed­no­cze­śnie! Zaraz mu ta ryba wypad­nie z rąk, hehehe!

Ale, ale – na pla­nie zaczyna pano­wać jakiś dziwny zamęt i tu nagle nie­ocze­ki­wany zwrot akcji:

– Dawać tu tę panią od owo­ców, musimy zamie­nić ich rolami!

– Ale jak? Ja? Prze­cież mia­łam być panią z działu owoce, warzywa i ziółka! Mia­łam stać koło cytry­nek i soczy­stych poma­rań­czy, gdzie ja i ryby! Jak ja będę wyglą­dać z tym szczu­pakiem? Prze­cież ja go nawet porząd­nie zła­pać nie potra­fię!

– Kon­cep­cja się zmie­niła pro­szę pani! Zapra­szamy na plan.

Wcho­dzę. Z gra­cją niczym pro­fe­sjo­na­listka, czyli pani z ryb­nego z wie­lo­let­nim doświad­cze­niem, łapię wielką rybę i pre­zen­tuję ją głów­nemu boha­te­rowi z uśmie­chem na ustach. Waży kilka kilo­gra­mów, jest śli­ska i mam wra­że­nie, że zaraz uciek­nie mi z rąk. Teraz to kolega stoi z zało­żo­nymi rękoma i ma ze mnie nie­zły ubaw.

– Tak! Dużo lepiej! Pięk­nie pani wygląda z tą rybą! Pro­szę, kamera! Akcja!

Wyglą­dam pięk­nie? W bia­łym far­tu­chu, czapce z dasz­kiem, folio­wych ręka­wi­cach i ze szczu­pakiem w rękach NA PEWNO WYGLĄDAM PIĘKNIE! CO NAJMNIEJ JAK MISS POLONIA!

Jesz­cze plan bli­ski, uję­cie i już sły­szę ulu­biony, jakże ocze­ki­wany okrzyk na pla­nie: „Mamy to! Dzię­ku­jemy! Jest już pani wolna”.

Scho­dzę z planu o 8.30. Poszło gładko. No pra­wie ;) Zamiast owo­ców – szczu­pak. Kolejna rola – tym razem pani z działu ryb­nego – zali­czona! Już to widzę, jak przy nie­dziel­nym obiadku u teścio­wej będą sobie żar­to­wać, kiedy naj­le­piej jechać do makro po świe­żego szczu­paka.

Ps. – Halo, pani Magdo, klient oprócz tele­wi­zji wyku­pił jesz­cze prawa na LCD w skle­pach, dla­tego otrzyma pani dodat­kowe wyna­gro­dze­nie. Tak, za to też lubię tę pracę ;)

makro_ryby